Zakładki:
Dawno Temu w Grach Bartłomieja Kluski
Gamefaqs - największa baza danych gier
MOBY GAMES - rozbudowana baza starych gier
Najlepsza polska strona o Atari
Polygamia - blog konsolowy
Wszystko o polskiej wersji Xbox Live
Stare gry, atari, commodore, c64, amiga, amiga 1200, konsole, komputery, pc, nintendo, playstation, ps2, psx, xbox, xbox360, zx spectrum, amstrad, gry komputerowe
RSS
poniedziałek, 22 lutego 2010

Wziąłem się ostatnio za xboxowe zaległości (stąd brak notek "muzealnych" w ostatnim czasie) i dzięki temu w czytniku wylądowała płytka z Kane and Lynch:Dead Man. Zakupiłem ją już jakiś czas temu, ale dopiero teraz znalazłem czas na jej odkurzenie. Przypominam sobie, że zaraz po zakupie dane mi było tylko wypróbować co-op z bratem, po czym gra wylądowała w szafie.

Teraz będzie prosto z mostu i bez owijania w bawełnę - gra pękła w jakieś 5 - 6 godzin aktywnego czasu zabawy (oczywiście grałem prawie tydzień). Wszystkie negatywne uwagi jej dotyczące, które możecie znaleźć na necie niestety są prawdziwe. Ja rozumiem, że gra ma już chyba około 3 lat, ale naprawdę panowie z OI Interactive (twórcy chociażby Hitman'a) mogli się bardziej postarać (Gears of War już przecież w tamtym czasie hulało na Xboxie).

Grafika - cienka jak przysłowiowa dupa węża. Dominują czernie i szarości (co samo w sobie niekoniecznie musi być złe) oraz wszelkiej maści sześciany. Nawet modele postaci (może za wyjątkiem głównych bohaterów) wyglądają topornie. Grę dobija masa glitchów - czasem jakiś przeciwnik zawiśnie w powietrzu, czasem się kompletni zwieśi i można rozwalić go dosłownie z metra (gość stoi i nic nie robi). Czasem przenikiemy przez ścianę, a czasem walniemy sobie z granatnika prosto w ryj (dosłownie - celujemy w gościa z za zasłony - niby wszystko jest ok - celownik na przeciwników - RT - buch - giniemy - okazuje się, że tak naprawdę walnęliśmy w murek, który nas zasłaniał). Itd., itp.

Muza - kurcze jakoś nie zarejestrowałem, żeby coś szczególnego grało w tle lub w menusach (a przecież za ścieżke odpowiedzialny jest Jesper Kyd, gość od muzy z Hitmana). Dominują odgłosy walki (całkiem niezłe) oraz kwestie dialogowe. W tym drugim przypadku jest całkiem nieźle. Aktorzy raczej zdali egzamin - dominują twarde, przepite męskie głosy rzucające na lewo i prawo fuckami i shitami. Ale to w końcu gra dla dorosłych, więc tego się właśnie spodziewałem.

Rozgrywka - jest źle. Gra to strzelanka, która ma nam się kojarzyć z największymi hitami kina akcji, takimi jak np. Gorączka Michaela Mann lub też filmy Luca Bessona. Czyli non stop action. Niby tak właśnie jest, ale cholernie topornie i niegrywalnie to wygląda. Etapy są mało zróżnicowane - cały czas dominuje sieczka w scenerii miejsko - leśnej. Od czasu do czasu zamiast biegać po ulicach lub w budynkach przyjdzie nam nawalać z paki vana oraz z jeepa. I to wszystko. Jest kilka fajnych wyjątków - niezła misja w dyskotece (ale dlaczego wszystkie postaci w tym etapie reagują tak samo jak zaprogramowane roboty - no dobra - są zaprogramowane), fajny, nawiązujący do Gorączki własnie etap w Tokio, czy też misja w Hawanie, ale jak na 6 godzin gry to mało. Poza tym gra jest trudna. Na początku jest nudno - misje wyglądają podobnie, mało się dzieje, strzelasz i uciekasz. I tak przez większą cześć gry. Ciśnienie rośnie pod koniec, robi się naprawdę cięzko, przeciwnicy biją z każdej strony, trup ściele się gęsto. I nawet chciało by się więcej, a tutaj łup! i koniec gry. W żołnierskich słowach: bida z nędzą przez grę pędzą.

Sterowanie - skopane. Celuje się trudno i wolno (inaczej strzelać nie polecam), a jak już się przyzwyczaimy i nauczymy w miarę szybko reagować to gra się kończy.

Grę ratuje troche fabuła. W sumie nawet robiło mi się żal głównego bohatera, który cierpi niczym zbój Madej rozciągniety na łożu tortur (w sumie ma za co). Drugi kolo - Lynch - ma być psychopatą, ale szczerze mówiąc jakoś tego za bardzo nie odczułem (poza misją w banku). Może powinienem zagrać w co-opie z jakimś prawdziwym wariatem??

Gra jest brutalna i krwista, i to akurat może się podobać (mało jest gier skierowanych wyłącznie do dorosłych), a ze scenariusza korzysta właśnie Hollywood, więc dla samej historii można zagrać.

No i jest jeszcze multiplayer, który niestety ostatecznie dobija grę. W założeniu (czytaj: grając z grupą ZAUFANYCH kumpli) jest ciekawie. Gramy w "bandzie", obrabiamy banki, dzielimy kase itd. Żeby było ciekawiej, jeden może zdradzić, w wyniku czego ma szansę na wiekszą wygraną. W praktyce multi ssie tak mocno, że....zagrałem tylko raz. Zaraz po rozpoczęciu rozgrywki dostałem kulkę w plecy od swojego i padłem na ryj. Tak było w każdej z 7 tur. Jeśli tak, to ja wyłączam Xboxa........

12:35, big_gun
Link Dodaj komentarz »
środa, 17 lutego 2010

Uff. W końcu udało mi się przejść Call of Duty 4: Modern Warfare. Gierkę w swych zbiorach posiadam już od jakiegoś czasu, ale nawet peany na jej cześć piane przez mojego brata nie były w stanie mnie do niej zagonić. Do czasu....a konkretnie do zeszłego czwartku. No tak, pif paf, 6 dni i gra pękła (pamiętajcie, że pracuję i czasu na granie nie mam zbyt wiele - nawet w weekendy). Refleksji mam kilka, ale najważeniejsza jest taka: co też takiego wszyscy w tej grze widzą??!!

Kiedy gra ukazała się na rynku zewsząd byliśmy atakowani sloganami w rodzaju: THE BEST GAME OF THE YEAR albo THE BEST SHOOTER EVER. Szczerze mówiąc (o czym napisałem wyżej) nie skusiły mnie one do natychmiastowego grania, i jak mi się dzisiaj wydaje niewiele straciłem. Ot zwykły shooter. Całkiem niezły, ale jednak zwykły FPS. Mógłbym napisać - oldshool'owy :-) (brak osłon, małe zróżnicowanie rozgrywki itd.). Gra się dobrze, akcja wartka, trup ściele się gęsto. Scenariusz na czasie. Etap w Czernobylu to jeden z lepszych etapów w grach w ogóle. Ale co poza tym? Czym ta gra wyróżnia się na tle innych? Może ktoś napisze bo ja nie mam pojęcia. I na Boga lub za Chiny ludowe (wybierzcie sobie wersję w zależności od poglądów) - co w niej takiego przełomowego (było w 2007 roku)?

 

11:52, big_gun
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 07 lutego 2010

Grałem wczoraj i niestety jest słabo, a szkoda gdyż czekam na tę produkcję jak na mało którą. Dostaliśmy tylko jedną mapę z jednego trybu Multiplayer. Ot taki deathmatch. Gonimy się po ciemnej planszy - kilku marine, obcych i predatorów i szczerze mówiąc nic specjalnego w tym nie ma. Kilka ciemnych korytarzy sprawia, że i owszem Obcy mogą czuć się dobrze, ale marine już niekoniecznie. Jeśli w porę nie zauważymy zagrożenia - buch i kicha (w sumie takie pewnie były założenia). Grałem tylko marine, ale jeśli Predatora widać z dużej odległości i można go rozwalić serią z karabinu to miłośnicy łowców mogą mieć ciężko. Niby gość dysponuje dużą mocą ognia i różnymi gadgetami ale ginie tak samo jak reszta. Zakładam, że to wszystko po to aby każdy miał jakieś szanse, ale może trzeba było to inaczej zaprojektować:

Obcy - szybkość i wykorzystanie otoczenia oraz zdolności specjalnych do zastawiania pułapek.

Marine - w kupie i mocy ognia siła.

Predator - kamuflarze i gadgety oraz siła w starciach bezpośrednich.

I pewnie by grało! A tak gra, ale nie za bardzo. Zobaczymy jak będzie w wersji pełnej.

No i Panowie z Rebellion - GRAFIKA!!! To naprawdę jest XXI wiek, a u Was gra wygląda trochę jak z PS2.

12:00, big_gun
Link Dodaj komentarz »