Stare gry, atari, commodore, c64, amiga, amiga 1200, konsole, komputery, pc, nintendo, playstation, ps2, psx, xbox, xbox360, zx spectrum, amstrad, gry komputerowe
Blog > Komentarze do wpisu

TOP 25, czyli moje ulubione gry wszechczasów. Część 1

Już od dłuższego czasu zabieram się za ułożenie listy moich ulubionych gier. Trochę się tego zebrało przez około 25 lat grania (wypada mniej więcej jedna gra zapadająca głęboko w pamięć rocznie). Nie będzie to jednak zestaw w stylu the best of, a raczej moja sentymentalna podróż w czasy, kiedy gry komputerowe (a potem również i konsolowe) to było coś więcej niż tylko włożenie płytki do napędu i rozwalanie setek przeciwników w multiplayerze (ba! w czasach, które zamierzam wspominać o płytkach nie było jeszcze mowy). Zatem zapraszam w podróż do przeszłości - dla wielu z Was pewnie dość zamierzchłej. Dzisiaj część 1. Miejsca od 25 do 20.

25. River Raid (Activision, 1982)

Nie była to z pewnością pierwsza gra, w którą grałem na komputerze, ale na 100% pierwsza w jaką grałem na automatach (tak się złożyło, że najpierw miałem styczność z komputerami). Nie zapomnę, jak mając może z 10 lat próbowałem przebić się przez pierwszy most grając na automacie w kawiarni w Milówce (tak, tej Milówce od Golców). Dzisiaj kawiarnia jest dalej, ale nie ma już w niej ani automatów, ani co gorsza super lodów o smaku borówkowym (ach te niezapomniane smaki z dzieciństwa).

Dla tych nie znających tematu wyjaśniam: River Raid to prostacka zręcznościówka, w której lecimy samolocikiem przez wzdłóż rzeki, w górę ekranu likwidując po drodze przeróżne wrogie statki, helikoptery, balony, samoloty i itd. Celem jest dotarcie jak najdalej i skasowanie jak największej ilości punktów. Gra była dostępna na wszystkie liczące się platformy sprzętowe w latach 80 - tych.

Proste do bólu, ale dawało frajdę i bardzo krótko wgrywało się z kasety na Atari (chyba około 100 obrotów - to nic przy grach, które liczyło około 400 albo więcej), co było w tamtych czasach dużą zaletą. Co ciekawe, gra jest dość miodna nawet dzisiaj. Kilka lat temu grając na jakimś emulatorze Atari udało mi się w końcu przebić przez most nr 50, co dla 11 letniego dzieciaka okazywało się być niemożliwością.

 

 

24. Chaos Engine (Bitmap Brothers, 1993)

Pamiętam jak pierwszy raz zobaczyłem tę grę u kumpla na Amidze (miałem jeszcze wtedy Atarynkę). Była to jedna z tych produkcji, które wtedy wywoływały u nastoletnich posiadaczy 8 bitowców klasyczny opad szczeny. Piękna, kolorowa grafika, kilka postaci do wyboru (co ważne dość znacznie różniących się od siebie umiejętnościami), dynamiczna muza  i totalna rozwałka. Cóż więcej potrzeba było w połowie lat 90 tych do szczęścia. To był jeden z tych impulsów, który zmusił mnie do molestowania mojego ojca o nowy sprzęt (z sentymentu wspomnę, że mając już Amigę dostałem tę grę w któreś święta  Bożego Narodzenia i od tego czasu ten okres kojarzy mi się właśnie z grą razem z bratem w Chaos Engine) . Z resztą zobaczcie sami:

 

Dzisiaj takich gier już się nie robi. Po cichu liczę, że kiedyś ukaże się odświerzona wersja ten produkcji na Xbox Live. Póki co udało mi się dorwać oryginał na Amigę CD32 i powiem szczerze, że ta produkcja również się nie zestarzała. Cały czas niszczenie tytułowej maszyny chaosu daje kupę frajdy. No i można grać we dwóch na jednym ekranie.

Jakiś czas później ukazała się część 2, dostępna już tylko na Amigę 1200. Też można było grać we dwóch, ale nie na zasadach kooperacji a rywalizacji. Ta produkcja nie zrobiła już wielkiej kariery ze względu na to, że w 1996 roku Amiga była już prawie martwa.

23. Eye of the Beholder 2 - The Legend of Darkmoon (Westwood Studios, 1991)

Jeśli gry RPG kojarzą Wam się tylko z nowoczesnymi produkcjami spod znaku Dragon Age to zapraszam do zapoznania się z grami bazującymi na systemie Dungeons & Dragons. Według wielu najlepszą grą z tego systemu będzie Baldur's Gate. Nie zamierzam się z tym spierać, jako że faktycznie jest to tytuł kultowy i kamień milowy w rozwoju gier RPG. W mojej prywatnej klasyfikacji palmę pierwszeństwa dzierży jednak druga część trylogii Eye of the Beholder od kultowego w latach 90 - tych Westwood Studios (twórcy m.in. Dune 2 i serii Command and Conquer). Typowy przykład klasycznego RPG z pierwszej połowy lat 90 - tych, który opiera się w swoim systemie na chyba pierwszym przedstawicielu tego gatunku, czyli na Dungeon Master. W tego typu grach spędzało się prawie 100% czasu gry na przemieszczaniu ciągnących się bez końca podziemi, walce z przeróżnego rodzaju maszkarami oraz rozwiązywaniu czasem dość trudnych zagadek (pokażcie mi dzisiaj RPG'a,w którym rozwiązuje się trudne zagadki).

Szczerze mówiąc jest to gra, którą uważam za najlepszy z RPG'ów w jakie przyszło mi zagrać. Trudna jak cholera, nie dająca ani chwili wytchnienia (nie zapomnę etapu w lochach Darkmoon, podczas którego nie można było odpocząć - przeciwnik dzięki temu również odradzał się i całe starcie z armią szkieletów przypominało walkę z wiatrakami) i szalenie wymagającą (kto dzisiaj rysuje ręcznie mapy w RPG ręką do góry :-) ). Nie dane mi było nigdy jej ukończyć, ale w wolnej chwili na pewno znowu udam się do Darkmoon aby złoić skórkę kilku potworom. Szczególnie tym, wymienionym już wyżej szkieletom:

Cholerne szkielety!

 

22. Warcraft 2 Tides of Darkness (Blizzard, 1995)

Któż nie zna Warcrafta?? Prawdę pisząc jest to jeden z dwóch RTS'ów, które zajęły mnie na trochę dłużej niż dwie, trzy sesje z grą (drugim jest Dune 2, o której jeszcze tutaj będzie). Gra wpadła mi w ręce w czasie przesiadki z Amigi na PC i o ile mnie pamięć nie myli w Azeroth spędziłem dobre kilka tygodni. Gry nie udało mi się ukończyć, ale doszedłem chyba do ostaniego etapu, w którym jakoś nie mogłem rozkminić, że łodzie podwodne orków można śledzić za pomocą samolotów produkowanych przez krasnoludy. Po jakimś czasie zniechęciłem się na tyle, że gra poszła w odstawkę (grałem w czasach kiedy słowo internet wymieniano tylko w czasopismach branżoych typu ENTER, więc o żadnych solucjach czy podpowiedziach nie mogło być mowy) . Jest to jednak taki klasyk i tak dobra gra, że na jednym z serwisów aukcyjnych nabyłem jakiś czas temu pudełkowy oryginał (pisząc pudełkowy mam na myśli kartonowe opakowanie z masą dodaktów) z dodatkiem Beyond Dark Portal. Może jeszcze kiedyś zagram pod DOS Boxem. Poza tym nic nie cieszy tak jak komentarze wygłaszane przez naszych żołnierzy (przy zbyt nachalnym "klikaniu" w nich): "Join the army they said. See the world they said", albo "Why do you keep touching me."

 

21. Moonstone - A hard days knight (Mindscape, 1991)

Giń przebrzydła poczwaro - rzekł niebieski rycerz zatapiając swój miecz w cielsku potężnego smoka - chciałoby się napisać na wspomnienie tej gry. W grze wcielaliśmy się bowiem w jednego z czterech rycerzy wyruszających na poszukiwanie tytułowego księżycowego kamienia. Zadanie zlecają nam druidzi, którym ktoś rzeczony kamień podwędził. Zaletą gry był dość duży obszar, który można było eksplorować, możliwość gry nawet do czterech osób oraz niespotykana jak na tamte czasy brutalność. Posoka i flaki wprost wylewały się z ekranu a sama gra była zakazana np. w Niemczech. Dodatkową frajdą była możliwość podbijania statystyk naszego herosa oraz możliwość zdobywania nowych rodzajów broni i zbroi. Gry nigdy nie skończyłem, gdyż w pewnym momencie do zabawy wkraczał smok, na którego w końcu musiało się wpaść. Walka z nim to istna syzyfowa praca. Nieprawdą jest jednak, że nie dało się go zabić:

 

20. Preliminary Monty (Parker Bros. 1993)

O tej produkcji z Atari już kiedyś pisałem. Bez zbędnych więc ceregieli odsyłam do jednej ze starszych notek, w której pisałem o moich ulubionych grach na tę maszynkę:

http://muzeumgier.blox.pl/2009/11/ATARI-MOJA-25-TKA-GIER-PART-2.html

C.D.N.

niedziela, 13 marca 2011, big_gun

Polecane wpisy